David Hall

David Hall

Mój przyjaciel Wojtek

Wojtka spotkałem po raz pierwszy w latach siedemdziesiątych, kiedy to zostaliśmy bliskimi przyjaciółmi. Był znanym artystą, pionierem w dziedzinie filmowej kultury w Polsce, już jako student tworząc swoje najwcześniejsze filmy awangardowe oraz eksperymentalne dzieła sztuki video. Był niezwykle inteligentny i bez wątpienia stanowił prawdziwą inspirację, nawet mimo tego, w jak trudnym okresie w dziejach Polski przyszło mu spędzić większość swojego życia. Wystarczy rzucić okiem na jego stronę internetową, by dostrzec bogactwo jego dorobku – ogrom prac, nieustannie i konsekwentnie rozwijanej, zawsze kwestionującej postrzeganie, zawsze stawiającej wyzwania oczekiwaniom. Był niezwykle oddany, zawsze pełen optymizmu, zaś jego dzieła zawsze będą miały niezwykle wpływowy i istotny charakter.

W roku 1980, uporawszy się z problemami z uzyskaniem wizy wjazdowej, pojechałem do Warszawy, aby wraz z Wojtkiem pokazać swoje filmy i prace video w galerii ZPAF. Był to ponury rok, po ulicach krok w krok chodził za mną jakiś człowiek (w hałaśliwych drewniakach), a podczas projekcji zasiadł wśród młodej widowni nieprawdopodobny widz w garniturze, którego pozostali uczestnicy zdawali się rozpoznawać. Najwyraźniej był on stałym gościem, bez wątpienia był tam po to, by nadzorować poczynania, jednak Wojtek żartował z nim i sprawił, że całe wydarzenie upłynęło w swobodnej atmosferze. Miało to miejsce tuż po tym, jak do galerii przemyciliśmy prawdopodobnie jedyny wtedy w Warszawie odtwarzacz video „Umatic”, będący, jak się wydaje, własnością władz. Wojtkowi bardzo zależało, by nic nie przeszkodziło mu w pracy ani, o ile to możliwe, w prezentacji jego dorobku. Dla przybysza zza Żelaznej Kurtyny były to obce czasy, ale jedną z chyba najważniejszych zalet Wojtka było jego poczucie humoru. Cokolwiek robiliśmy, gdziekolwiek byśmy nie poszli, zawsze udawało mu się znaleźć coś niezwykle zabawnego, a jeśli nie – opowiadał prześmieszny dowcip. Jego śmiech ciągle rozbrzmiewa mi w uszach.

Jego sztuka przemieszczała się swobodnie pomiędzy różnorodnymi mediami, od fotografii, poprzez film, video, instalacje, performance, nowy świat cyfrowych technologii, po wysokiej próby pisarstwo. Zawsze tworzył elokwentne opisy, którymi opatrywał prace wizualne lub też w których rozwijał swoje idee, jednak w ostatnim roku zwrócił się ku trudniejszej dziedzinie pisarstwa, tworząc fascynującą, fabularyzowaną, choć w dużej mierze autobiograficznie inspirowaną powieść – „Fotograf”, a następnie prowokacyjną książkę „Big Dick”, stanowiącą złożone pole minowe, wymagające wnikliwej interpretacji.

W roku 2004, kiedy Polska wstąpiła do UE, Wojtek zaprosił mnie i dwu innych jeszcze przyjaciół-artystów zza granicy, Wolfa Kahlena i Ivana Ladislava Galetę, abyśmy towarzyszyli mu w „uroczystych” projekcjach naszych prac na uniwersytecie i w galerii w Łodzi, a także na uniwersytecie w Toruniu, gdzie wtedy wykładał. Miało to stanowić nie tylko uczczenie zajęcia przez Polskę należnego jej miejsca w ekonomicznych strukturach oraz społecznych swobodach Unii, ale było także w jego pojęciu sposobem na ochronę wspólnych interesów kulturowych, zwłaszcza w zakresie współczesnej działalności artystycznej w Europie Zachodniej.

W roku 2007 przypadały sześćdziesiąte urodziny Wojtka, które on sam wraz z żoną Małgorzatą i córką Balbiną uczcili, urządzając niesamowite i radosne przyjęcie dla niezliczonej rzeszy przyjaciół i znajomych w swoim nowym domu pod Łodzią. Był gospodarzem doskonałym, a całe wydarzenie okazało się prawdziwym sukcesem, jednak już wtedy wiedział, że cierpi na bezlitosną chorobę, która dwa lata później przedwcześnie miała odebrać mu życie. Była to tragedia nie tylko dla jego rodziny, ale dla całej związanej z kulturą społeczności z którą łączyły go niezliczone więzi. Po utracie mojego bliskiego przyjaciela ogarnął mnie głęboki smutek.

Nie będąc w stanie stawić się na pogrzebie osobiście, zwróciłem się z prośbą do naszego przyjaciela, Wolfa, aby w hołdzie wykonał w moim imieniu drobny utwór, nawiązujący do jednego z pierwszych krótkometrażowych filmów awangardowych Wojtka, „YYAA” z roku 1973, obecnie cieszącego się międzynarodowym uznaniem.

YYAAAAA!
Wszystko jest pamięcią – cudowną pamięcią o Voytku

YYAAAAAAAAAA!
w Warszawie, w Amsterdamie, w Londynie, w Berlinie, w Łodzi… wszędzie!

YYAAAAAAAAAAAAAAA!
Ten dobry przyjaciel, wielki intelekt, wielki artysta

YYAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
będzie krzyczał… potem śpiewał… i śpiewał… i śpiewał

YYAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
jak robił to najpierw w swoim słynnym filmie

YYAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
a jego obecność będzie odczuwalna na wieki

YYAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
w postaci jego wielu pomysłów

YYAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
Żegnaj, Wielki Człowieku… Witaj, Voytek – teraz TY zaczynasz!

YYAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

David Hall – Anglia

Możliwość komentowania jest wyłączona.